9 listopada 2009

Przepadłam... w nowym mieszkaniu!

Trochę czasu mnie tu nie było...
[W pierwszej chwili pomyślałam, że może tak po cichu, bez zbędnych fajerwerków i transparentów typu I`m back, zwyczajnie umieścić nowy post. Ha! To nie w Moim Stylu - każda okazja do zrobienia szumu jest dobra ;)] Pomyślałam, że jestem winna odwiedzającym mojego bloga wyjaśnienia.Remont.
Na sam dźwięk tego wyrazu przechodzą mnie ciarki.
Tak spędziłam ostatnie 2 miesiące mojego życia. Usmarowana farbą, ochlapana zaprawą, biała od pyłu i kurzu z zajadłością godną początkującego pracownika budowlanego... tynkowałam, murowałam, szlifowałam, malowałam. [Ci co mnie znają od strony idealnego manicure i tak mi nie uwierzą ;)]

Z tych prac mozolnych, jak feniks z popiołów, stopniowo wyłania się [wciąż - bo jak to z większością remontów bywa, mój właśnie wkroczył w stadium ciągłych i wiecznych wykończeń ;)] Mój Pokój Własny.
Moje schronienie przytulne, gościnne dla inspiracji, a w dalszej kolejności dla tworzenia. Przyjazne wieczorom z kubkiem herbaty i dobrą książką. Otwarte dla znajomych i przyjaciół. Odpoczynek niosące myślom wirującym w mózgu.
No, dobra dość tej poetycko - górnolotnej mowy. Zapraszam do siebie!

Ps. Natchnęły mnie wnętrza domu Kevina Haley`a. Chociaż, osobiście wolę mniejszą ilość bibelotów w otoczeniu - rozpraszają mnie.

7 sierpnia 2009

Reklama Magaron pt. II - 24.01.2009 r.

Po pierwszym spocie gładzi gipsowej Megaron, pojawiło się zamówienie na kolejny, tym razem budujący wizerunek marki oraz samej firmy.
Dwa dni zdjęciowe, w tym jeden, w Szczecinie, w siedzibie firmy - nowocześnie zaprojektowanym biurze, połączonym z halą produkcyjną.
Do statystowania w reklamie zostali zaproszeni autentyczni pracownicy Megaronu (poprosiłam ich o przyniesienie kilku zestawów ubrań, noszonych zazwyczaj do pracy z których wybrałam najlepsze), aktorów natomiast należało ubrać od stóp do głów.
Profesjonalizm, koleżeńska uprzejmość, pewna doza luzu - to wszystko należało pokazać.
A scen zaledwie kilka:
- prezes podpisujący dokumenty przyniesione przez sekretarkę
- praca biurowa
- cykl produkcyjny


Drugi dzień zdjęciowy (we Wrocławiu) przeznaczony był na nakręcenie sceny, pokazującej zadowolonego klienta, który z przyjemnością korzysta z produktu:
- młode małżeństwo remontujące mieszkanie (Magdalena Kielar i Piotr Pelczar).
Tutaj ubrania miały mieć charakter roboczy, ale nie niechlujny - zdałam się na nieśmiertelne, przetarte, postrzępione jeansy i seksownie (w obu przypadkach: damskim i męskim) opinające sylwetkę, lekko wypłowiałe t-shirty.
W detalach starałam się przemycić "plamy" zieleni - kolor osławionego (w niektórych kręgach) logo Megaron ;)

Nie mam niestety większości materiału zdjęciowego, to zlecenie było dość, nazwijmy to - absorbujące ;)

15 lipca 2009

Vena Valley - 05.02.2009 r.

Absurd logiki snu... każdy z nas to zna.
Zaskakujące projekcje uśpionego umysłu potrafią tak zapaść w pamięć, że często stają się inspiracją dla twórcy...
Jak oddać ten klimat? Wciągnąć odbiorcę w ów niezwykły świat?
Tak powstała powieść Alice's Adventures in Wonderland Lewis`a Carroll`a...
Zygmunt Freud twierdził w swoim Wstępie do Psychoanalizy, że "(...) w marzeniach sennych chodzi widocznie o to, by ukryte myśli, ujęte w słowa, zamienić na obrazy (…)".
To chyba esencja pomysłu na teledysk Vena Valley do kawałka Libido...



Najbardziej zaimponowała mi spójna stylistycznie wizja członków zespołu, na swój własny, sceniczny wizerunek.

Makijaż wykonała Magda Maja Lewicka:

Interesująca produkcja, w której miałam przyjemność uczestniczyć:




11 lipca 2009

Regeneracja, czyli: skryta i cicha...


Praca freelancera jest jak rollercoaster :)

Raz zlecenia sypią się tak, że nie wiadomo w co ręce włożyć: nie dosypiam, nie dojadam, regularne zajęcia z jogi oraz jogging, zastąpione zostają przez bieg z przeszkodami (z rozwianym włosem) przez aleje... galerii handlowych, lub "spacer drwala" z rozlicznymi reklamówkami w rękach (najczęściej jednak, obie te dyscypliny, uprawiam jednocześnie).
Nieliczne chwile refleksji nadchodzą, w momencie prasowania kostiumów, lub czyszczenia pędzli do make-upu, podczas kolejnych wizyt na planie...
Marzę wtedy o tym, żeby tak zwyczajnie poczytać zaległą prasę, posłuchać trójki, zrobić sobie maseczkę z zielonej glinki... albo zajrzeć wreszcie do książek, które w przypływie entuzjazmu i pod wpływem donośnego głosu serca, zakupiłam, licząc, że niebawem znajdę czas i energię by je przeczytać (o naprawie nadwątlonych stosunków z bliskimi i przyjaciółmi nawet nie wspominam...).
W wyniku tych rozmyślań, podświadomie dążę do spełnienia tych cichych, ale nie dających się łatwo zagłuszyć pragnień.
I tak nadchodzi czas spokoju.
Na początku jest panika, że jak to, że coś nie gra... przecież trzeba, z rozwianym włosem...
Ale później przypominasz sobie... o maseczce ;)
Korzystam z tego chwilowego odpoczynku, regeneruję umysł, ładuję akumulatory inspiracji, nadrabiam zaległości na uczelni - piszę pracę licencjacką.
Czego uczy mnie każde takie doświadczenie?
Dystansu.
Tego, że w każdej chwili, trzeba liczyć się z gwałtowną jazdą w górę i niespodziewanym punktem... po którym błyskawicznie zaczynasz pędzić w dół.

Dlatego dobrze mieć malutkie marzenia, wiedzieć jak wykorzystać każdy odcinek tej szalonej górskiej kolejki!
Przypomniałam sobie, jak wiele satysfakcji przynosi mi kontakt z prywatnymi klientami, na których ostatnio nie miałam czasu... Działam!
Może nie zyskuję materiału do publikacji na blogu - szanuję prywatność osób z którymi pracuję - ale zdecydowanie rozwijam się i z przyjemnością obserwuję , jakie korzyści przynoszą moje starania, w prawdziwym życiu prawdziwych ludzi.

Ps 1. Najlepsze (jak dotąd) rollercoastery, którymi miałam okazję jechać, to te w parku rozrywki Six Flags w New Jersey! Polecam!

Ps 2. Dziekuję Ma, za prześliczny prezent blogspotowy, który mnie zmotywował do dzisiejszego naklikania - spostrzegawczy zauważą zmianę... tak, wyżej... ciepło... gwiazdeczka ;)

24 czerwca 2009

EMA 2009 RoadTrip - 24.04.2009 r.

Jak obiecywałam jakiś czas temu, wrzucam kilka picsow z szalonej podroży do Łodzi, na Eska Music Awards 2009.

Naszym ulubionym, ekipowym, terminem, stało się wyrażenie "FILM DROGI" - nikt nie wie, czy z powodu tego, iż film stał się, niczym rodzone w bólach dziecko, drogi naszym sercom...

(wszyscy bardzo się staraliśmy aby efekt - film nakręcony specjalnie dla klientów Multikina, był arcydziełem: pchaliśmy Eskobusa, który zaniemógł, poddawaliśmy się ćwiczeniom prowadzonym przez Stajniaka - na każdym postoju, nakładałam Joance błyszczyk co 10 minut... )


... być może w słowie "drogi" należy, jednak, dopatrywać się bardziej prozaicznego znaczenia - Eskobus pali jak smok! ;)
A może po prostu... film powstawał w drodze...
Pejzaże stanowiące tło naszych (uwaga!) rekordowo długich (trasa Wrocław - Łódź, pokonana w, bagatelka, 12h !!! ) zmagań, były natomiast bezcenne - zacne oko Sonego wyłapywało co smaczniejsze widoczki.

Oczywiście najważniejszych zdjęć, z samej gali zabrakło - nie było czasu...
Huk roboty, nasi Eska-prezenterzy nagrywali wywiady jeden po drugim, a ja zobowiązana byłam czuwać nad schludnością ich garderoby, make-upu i fryzury...
Ale było piękne słońce, które oświetlało promienistym blaskiem całą chmarę gwiazd, skupionych w namiotowym backstage`u... Wśród namiotów, całe kłębowisko stylistów, make-upistów, managerów, kelnerów (catering mniamuśny). A gala, jak to gala - z rozmachem.
Mam na pociechę nagranie z debiutu naszej Joanki na szklanym ekranie.
Wręcza grupie NEXX (tak tej samej, którą ubierałam do teledysku Paralyzed) statuetkę w kategorii ImprEskowy Hit Roku.